Lekarz z szafą płyt w pokoju i słuchawkami na uszach. Z muzyką za pan brat od dzieciaka, w końcu fortepianowe tradycje rodziny zobowiązują. Pierwsze symptomy muzykofilii (łac. musicophilia) wiąże z uczuciem dziwnego, nieobserwowanego u innych 6-latków osłupienia po usłyszeniu crescenda otwierającego IX Symfonię z płyty, do której dołączony był tekst An die Freude i cokolwiek upiorna podobizna głuchego geniusza. Miłośnik niemal każdego stulecia w historii sztuki dźwięku (choć zapewne tego obecnego najmniej), starający się obcować z dziełem analitycznie – by docenić formalny kunszt i zrozumieć intencje kompozytora – jednocześnie poddając się emocjom, jakie niesie partytura. Twierdzi, że każda fraza w twórczości Chopina czy Beethovena ma swój sens, a w dziejach fonografii nierzadko udawało się go wydobyć i utrwalić na płytach. Wierzy w wielką siłę muzyki – w jej nieograniczone możliwości oddziaływania na psyché, choć nie zawsze jest to wpływ czysto terapeutyczny. Doświadczył efektu Mozarta na własnej skórze i głowie. Na bezludną wyspę wziąłby partyturę Czarodziejskiego Fletu oraz rejestracje ostatnich recitali Dinu Lipattiego i Williama Kapella. A nuż odszukałby na niej sygnał radiowej Dwójki.

Reklamy