Gdy Piotr Anderszewski bierze na warsztat Bacha i Beethovena to znaczy, że czeka nas prawdziwa muzyczna uczta. Zwłaszcza, gdy rzecz dzieje się w Berlinie – w tamtejszej filharmonii daje bowiem koncerty szczególnie chętnie. 19 listopada w Sali Kameralnej zabrzmiało 6 preludiów i fug z II tomu Das Wohltemperierte Klavier Bacha (BWV 870, 876, 877, 886, 887, 892 – choć w nieco innej kolejności) i Beethovenowskie fortepianowe opus magnum – 33 Wariacje na temat Diabellego.

Bach to bez wątpienia dla Anderszewskiego terra cognita; łatwo dostrzec, że interpretacje tej muzyki są owocem wieloletnich studiów nad jej kunsztowną fakturą. Z Gouldowską precyzją pianista ukazuje jej transparentność; myśląc strukturalnie, polifonicznie nieustannie kreuje nastrój, uwypukla pierwiastek melodyczny. Preludium nie stawało się nigdy jedynie wstępem do kumulującej napięcia fugi – każda para tworzyła zamkniętą i komplementarną jedność. Fantazja Anderszewskiego jest niemal nieograniczona – w estetyce brzmienia słyszało się czasem Scarlattiego czy Mozarta, jednocześnie Anderszewski znany jest z metafizycznego, pogłębiającego podejścia do muzyki lipskiego kantora i w każdej z Bachowskich miniatur faktycznie wydawało się, że natchniony pianista próbuje rozwikłać zakodowane w nich zagadki wszechświata.

Nie można się oprzeć wrażeniu, że preludiami i fugami Anderszewski chciał przygotować publiczność na arcydzieło, które jest syntezą wszystkich wcześniejszych pianistycznych dokonań w sztuce dźwięku, a jednocześnie patrzy odważnie w przyszłość, sięgając w swym nowatorstwie kolejnego stulecia. Wariacje nt. Walca Diabellego poniekąd zrosły się z nazwiskiem polsko-węgierskiego artysty; w 2000 r. w Lugano reżyser Bruno Monsaingeon sfilmował pianistę wykonującego to dzieło ukazując zarazem niezwykły rodzaj relacji między nim a dźwiękową materią. Płytę z 33 Wariacjami, która ukazała się nakładem Erato na przełomie 2000 i 2001 r. szybko okrzyknięto rewelacją. Od tamtego czasu interpretacja op. 120 nieco się zmieniła, jednakże jej fundamenty pozostały takie same. Sytuacja estradowa wyzwala w Anderszewskim ogromne pokłady energii, a zarazem intensyfikuje kontemplacyjne skupienie. Elementem napięciotwórczym i budującym ekspresję są dla Anderszewskiego gwałtowne kontrasty, zarówno w zakresie dynamiki, jak i agogiki (mocne rubato graniczy z bardzo oszczędnymi wahnięciami tempa) – tu jeszcze bardziej swobodne niż w nagraniu studyjnym. Jak rzadko który współczesny pianista potrafi wniknąć w strukturę każdej wariacji, ukazując je czasem w świeżej, niemal odkrywczej formie. Ten dźwiękowy makrokosmos zyskał pod palcami Anderszewskiego tak wiele znaczeń i odcieni, że detaliczna analiza na potrzeby tego krótkiego wpisu mijałaby się z celem. Było tu wszystko, usłyszeliśmy całe emocjonalne uniwersum późnego Beethovena. Ból? Sugestywny i namacalny, choćby w wariacji 31. (Largo), pod palcami pianisty dosłownie zatrzymującej czas, mającej w swym przekraczającym romantyzm proroctwie tylko jednego odpowiednika – ariettę z Beethovenowskiego op. 111 (jakże chciałoby się usłyszeć tą sonatę na żywo w wykonaniu Piotra!). Cierpienie? Naznaczony nim był obsesyjny dialog, a raczej krzyk głosów Allegra pesante (wariacja 9.). Majestat? Afirmacja heroizmu to wariacja 1., swoiste grandioso, zagrana tu z jeszcze większą afektacją niż 18 lat temu. Były też migotliwe, niemal impresjonistyczne światłocienie, triumf radości, bachanalia, ale i Bachowska powaga w wariacji 24. (Fughetta) i przedostatniej – rozrywającej fudze. Najsłynniejsze bodaj opracowanie tematu zasadniczego – wariacja 22., Mozartowska, a’la Notte e giorno faticar, swoją deklamacyjnością zdradziła wybitny zmysł dramaturgiczno-sceniczny pianisty. Precyzyjnie stosowane rwane, przeszywające crescenda, śmiałe staccata, ale i gęste, misternie tkane pianissima przy różnorodnej pedalizacji świadczyły o tym, że w tej koncepcji nie ma miejsca na przypadek; jednocześnie była ona naturalna i szczera. Na bis po raz kolejny zabrzmiała muzyka mistrza z Bonn (często grywana po op. 120 pierwsza bagatela z op. 126)

Cóż rzec więcej, Beethovena Anderszewskiego trzeba posłuchać na żywo. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Polak jest dziś najgenialniejszym wykonawcą tych najważniejszych – obok Goldbergowskich – wariacji w dziejach muzyki. Przyznam się, że tak naszpikowanego muzycznymi ideami wykonania – włączając w to rejestrację płytową pianisty sprzed kilkunastu lat – nie słyszałem od dawna. Kto wie, być może od czasów słynnego nagrania Stevena Kovacevicha dla Philipsa w 1968 r. Swoją drogą, może czas na zaprezentowanie światu autorskiej wizji BWV 988?


PIOTR ANDERSZEWSKI, BACH, BEETHOVEN, FILHARMONIA BERLIŃSKA, 19 LISTOPADA 2018 R. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s