W tym roku udało mi się wziąć udział tylko w jednym koncercie festiwalu Wratislavia Cantans, poprowadzonym przez szefa artystycznego Giovanniego Antoniniego. Antonini i jego znakomity zespół Il Giardino Armonico zaprezentowali we wrocławskim NFM monograficzny program, który wydawał się w ich interpretacji wymarzony – dzieła pierwszego wiedeńskiego klasyka, Józefa Haydna.

Włoscy muzycy podjęli się rzeczy nietuzinkowej – do 2032 r., kiedy muzyczny świat obchodzić będzie trzechsetlecie urodzin kompozytora, planują nagranie kompletu Haydnowskich symfonii. Do tej pory pojawiło się już kilka albumów i każdy z nich jest wartościowy; w 2017 r. za krążek z 12., 60. i 70. Symfonią otrzymali prestiżową Gramophone Award. Z kolei na trzeciej płycie z serii znajduje się między innymi uwertura do opery L’isola disabitata, napisanej na dworze księcia Eszterházego w 1779 r. do tekstu popularnego Metastazja – i to ona otworzyła piątkowy koncert w Narodowym Forum Muzyki. Do lat 70. ubiegłego wieku była jedynym wydanym drukiem, wykonywanym fragmentem opery; zawiera elementy stylu Sturm und Drang, który stał się poniekąd lajtmotywem całego występu Il Giardino. Po niej zabrzmiała bardzo intensywna w wyrazie scena Berenice Hob. XXIVa:10, wykonana po raz pierwszy w 1795 r. w Londynie wraz z 100. i 104. Symfonią. Ukazuje niezwykłą rozpiętość nastrojów podmiotu lirycznego – kobiety porzuconej przez swego kochanka. Nie jest to jednak zwykły kochanek; w libretcie zaczerpniętym z Metastazjańskiego Antigono Berenice, mimo zaręczyn z Demetriuszem, zakochana jest w swoim synu (!), który z powodu mezaliansu postanawia się zabić. Ekspresyjna i niepozbawiona dramaturgicznego sznytu muzyka Haydna niewątpliwie zasługuje na uwagę – zawiera dwie arie i dwa recitativo accompagnato; choć przepełniają ją dramatyczne kontrasty i napięcia jest też wyjątkowo integralna i spójna. Trudno oderwać słuch od przeraźliwych tremol smyczków, wyrażających dreszcze bohaterki czy lirycznego, silnie oddziałującego tematu w obojach i fagotach, w których zarysowana jest wizja szczęścia i boskiego zadowolenia po śmierci ukochanego. Obnażająca uczucia zakochanej namiętność pojawia się w arii w E-dur i przeobraża ostatecznie w ognistą, drapieżną kodę. Pierwszą wykonawczynią brawurowej Haydnowskiej Berenice była Brigida Giorgi Banti, mająca w ówczesnej Europie status gwiazdy. Sandrine Piau, która wcieliła się w jej postać we Wrocławiu, również uważana jest za jedną z najwybitniejszych współczesnych artystek specjalizujących się w repertuarze barokowym i klasycznym (podobnie jak Antonini nagrywa dla wytwórni Alpha). Włoscy muzycy i francuska sopranistka stworzyli na przestrzeni kilkunastu minut prawdziwie operowe widowisko. Członkowie Il Giardino Armonico zachwycali przede wszystkim precyzją i niejednokrotnie ostrą, czasem nawet szarpaną artykulacją. Wydawało się, że kreacja sceniczna staje dla śpiewaczki autentycznym przeżyciem; moc każdego wypowiadanego z wielkim zaangażowaniem słowa była uderzająca – zwłaszcza, że tekst wokalny był idealnie stopiony z akompaniamentem zespołu, prowadzącym narrację deklamacyjnie i sugestywnie.

Wratislavia-Cantans-Magnificat-019.jpg
Giovanni Antonini, za: wroclaw.pl

Pierwszą część dopełniła 45. Symfonia fis-moll „Pożegnalna”, będąca jedną z całej serii molowych symfonii, w wyrazie osobistych, niemal manierycznych, a przy tym swoiście rewolucyjnych, napisanych na przełomie lat 60. i 70. XVIII w. Choć powszechnie najbardziej znany jest finał z kodą, w której poszczególni muzycy opuszczają estradę (w czasie premiery był to znak protestu przeciw niemożności wzięcia urlopu na dworze Eszterházych), niezwykła wydawała mi się zawsze zwłaszcza ciemna część pierwsza. Jej napięcie nieustannie wzrasta, a wszystkie motywy, jak gdyby wywiedzione z jednego brzmieniowe rdzenia, są niemal jednakowe pod względem kształtu czy rozmiarów, przy skrajnie minimalistycznym potraktowaniu części repryzowej. We włoskiej interpretacji dało się wyczuć analityczne budowanie struktury przy jednoczesnym zachowaniu wartkiego pulsu narracji. Dzięki różnicowaniu charakteru tonacji artyści podkreślali znaczenie zależności harmonicznych, do tego nieustannie niuansowali barwę kameralnie potraktowanej orkiestry (niewielkie kiksy waltornistów nie miały tu większego znaczenia). Uderzająca jest kontrola Antoniniego nad zespołem, który w idealnie precyzyjny sposób odpowiada na najdrobniejszy gest energetycznego kapelmistrza, podchodzącego do partytury z wielką czułością i wrażliwością na każdy brzmieniowy detal. Nie sądzę, że znajdziemy dziś obsadę, która ukaże tą muzykę z większą pasją i świadomością zarazem.

Część drugą wypełniła jedna z sześciu mszy napisanych przez Haydna na przełomie XVIII i XIX stulecia (i, co ciekawe, uważanych przez współczesnych za zbyt pogodne jak na opracowania tekstu liturgicznego). Zabrzmiała Missa in tempore belli, zwana również Paukenmesse, ze względu na militarne potraktowanie kotłów i blachy w ostatnim ogniwie, Agnus Dei (swoją drogą, trudno o większy kontrast, gdy zostawi się je z Qui tollis, z jego wdzięcznym solo na wiolonczeli). Oto cały Haydn w swej nieprzewidywalności i nieszablonowości – odgłosy wojennej zawieruchy w czasie błagania Baranka o pokój! Wiedeńska publiczność doskonale zdawała sobie sprawę ze znaczenia i kontekstu tego dźwiękowego symbolu: trudno wielbić pokój, gdy miasto oblegają wojska niezwyciężonego Napoleona…

Wszechobecne gwałtowne kontrasty, zwłaszcza skrajne różnice dynamiczne, Antonini uzyskiwał między innymi dzięki świetnie dysponowanej perkusji i przeszywającym puzonom. Agnus Dei zabrzmiało z trwogą, ale i rozmachem (zwieńczone jest solenną glorią – Più presto – w C-dur), w Credo ujęła mnie znakomicie budowana dramaturgia, zwłaszcza pod koniec ogniwa. Całość dopełniał kwartet solistów (Piau, Bridelli, Krzeszkowiak, Bettini), dobrze zespolony w Benedictus oraz ładnie brzmiący w tutti Chór NFM – jedynie w partiach polifonicznych dało się czasem słyszeć niewielkie strukturalne zaburzenia. Na bis publiczność otrzymała jeszcze militarno-namiętne Agnus Dei z Mszy C-dur Beethovena (dawno nie słyszałem w nim tak wyrazistych solowych partii waltorni czy klarnetu). Wrocławski festiwal zakończył się porażającą ponoć kreacją Requiem Verdiego z Maestro Johnem Eliotem Gardinerem i Orchestre Révolutionnaire et Romantique na estradzie. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko cierpliwe wyczekiwanie przyszłorocznego weekendu otwarcia…

 

Więcej o projekcie „Haydn 2032”:

 


FESTIWAL WRATISLAVIA CANTANS, 14 WRZEŚNIA 2018, NFM WE WROCŁAWIU: ANTONINI, PIAU, BRIDELLI, KRZESZKOWIAK, BETTINI, GIARDINO ARMONICO, CHÓR NFM; HAYDN

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s