Leszczyński kościół św. Jana Chrzciciela stał się po raz kolejny miejscem chyba najważniejszego wydarzenia festiwalu. W ubiegłym roku wystąpiła tu znakomita budapesztańska Orkiestra Kameralna im. Ferenca Liszta, której koncert okazał się największym artystycznym olśnieniem ubiegłorocznego Leszno Barok Plus (nigdy żadna inna interpretacja Divertimenta na smyczki Bartoka nie wywarła na mnie takiego wrażenia; do dziś pamiętam niesamowitą drugą część, rozpoczętą onirycznym pianissimo, doprowadzonym do dudniących, poruszających do trzewi kulminacji).

Tym razem postkalwińska świątynia gościła jeden z najlepszych europejskich zespołów muzyki dawnej – Il Pomo d’Oro z Dmitrijem Sinkowskim w roli koncertmistrza, skrzypka i kontratenora. Sinkowski, wychowanek moskiewskiego konserwatorium, święci obecnie triumfy na całym świecie, zyskując zachwyty publiczności dzięki swej charyzmie i odważnym łączeniu programu wokalnego z wirtuozowskim repertuarem na skrzypce. 7 lat temu założył własną grupę La Voce Strumentale, znany jest również ze współpracy z włoskimi muzykami, którzy wystąpili wraz z nim w Lesznie. Bez nich – istniejącego od 2014 r. Il Pomo d’Oro – trudno wyobrazić sobie dziś świat tzw. wykonawstwa autentycznego. Zespół powszechnie ceniony jest przede wszystkim za wybitne nagrania barokowych koncertów i, przede wszystkim, muzyki operowej (z takimi gwiazdami jak Cenčić czy Fagioli) dla Deutsche Grammophon, Decci i Naive.

Niewiele trzeba słów, by streścić czwartkowy występ, a przeważać muszą słowa najwyższego uznania. Już pierwszy z zaprezentowanych utworów, Koncert B -dur TWV 51:B1 Telemanna ustawił poprzeczkę wyżej niż którykolwiek z wcześniejszych festiwalowych występów. Bezdyskusyjna jest brzmieniowa maestria włoskiego ensamblu, który pojawił się w okrojonym, kameralnym składzie (dwoje skrzypiec, altówka, wiolonczela, kontrabas i klawesyn), dzięki czemu łatwo można było śledzić jego poszczególne sekcje instrumentalne. Każda z nich grała z autentycznym zaangażowaniem, ba, drapieżnymi dialogami wiolonczeli, precyzyjnym, pulsującym akompaniamentem skrzypiec czy pełną czarujących ozdobników, przepełnioną muzykalnością partią klawesynu  można się było po prostu zachwycić. Nad dramaturgią poszczególnych dzieł czuwał Sinkowski (nieobecny na scenie tylko w dziele Hassego), żwawo poruszający się po improwizowanej estradzie, raz po raz wysyłając do zespołu sygnały dotyczące zmiany artykulacji czy dynamiki. Nie brakowało zwłaszcza dramatycznych sforzat i zmian orkiestrowych barw, co jednak najważniejsze – muzyka utrzymywała naturalny puls, a mimo sporych kontrastów zachowana została wewnętrzną spójność. Pełnego, nasyconego, niemal miodowego brzmienia Il Pomo d’Oro doświadczyliśmy w pierwszych taktach Toccaty i Fugi Hassego.

Osią występu były trzy brawurowe koncerty skrzypcowe. Intencje Sinkowskiego realizującego partię solisty były od początku dość jasne: olśnienie wirtuozerią i skontrastowanie jej pogłębionym liryzmem powolnych ogniw (zwłaszcza wtedy uderzał piękny dźwięk instrumentu, prawdopodobnie autorstwa Francesco Ruggeriego z 1680 r.). Sinkowski chętnie ukazywał imitacje, przekształcające się w barokowe echo; w jego grze zwracała uwagę duża różnorodność w zakresie dynamiki na stosunkowo niewielkiej przestrzeni taktowej, a ponadto niemała swoboda w kształtowaniu tempa. Wyjątkowy, eteryczny posmak miały diminuenda i piana grane jakby sotto voce, półszeptem, obok których skrzypek gwałtownie atakował struny smyczkiem przy niemal perkusyjnym akompaniamencie basu. Choć chwilami brakło intonacyjnej dokładności, trudno czynić z tego zarzut przy tak efektownym i wielobarwnym operowaniu instrumentem. Nie sposób przecenić kapelmistrzowskich zdolności artysty, który pokazał swoją wielkość również w roli akompaniatora, wtapiając się w wielowymiarowe tutti kameralnej orkiestry bądź konwersując z jej członkami, jak choćby w pięknym dialogu dwojga skrzypiec w Adagio z Sonaty triowej g-moll z op. 2 (HWV 390) Haendla.

Koncert D-dur op. 7 nr 2 Leclair’a, najbardziej złożony i najobszerniejszy z całej trójki, ukazał pełnię możliwości Sinkowskiego: lekki i zwiewny smyczek czasem jedynie muskał struny, by po chwili kreować gesty pełne grozy, przepełnione dramatyczną retoryką. Również zamykający wieczór Koncert d-moll RV 242  Vivaldiego, kolejny po koncercie Telemanna dedykowany barokowemu skrzypkowi-wirtuozowi Johannowi Georgowi Pisendelowi, stał się okazją do brawurowego popisu solisty (nieco eklektycznie zabrzmiało środkowe Largo z momentami donośnym, niemal XX-wiecznym wibrato). Zarejestrowany wraz z innymi koncertami per Pisendel przez Sinkowskiego i Il Pomo d’Oro, zaprezentowany został na żywo z większą charyzmą niż w skądinąd wysoko cenionym nagraniu studyjnym. W uprawianej przez Il Prete Rosso formie koncertu ritornelowego, pełnego operowej gestykulacji, Sinkowski wydaje się mieć dziś niewielu konkurentów.

Instrumentalny kunszt artysty ma proweniencję par excellence wokalną – jego kontratenorowy głos o dość jasnej, androgynicznej barwie cechuje się sporą wrażliwością sceniczną i nieustannym niuansowaniem frazy przy jednoczesnym zachowaniu jej płynności. Podobnie jak w koncertach skrzypcowych (dzieła wokalne Vivaldiego są również rodzajem koncertów solowych – na ponoć najszlachetniejszy z instrumentów), także w kantatach czy operowych ariach Sinkowski dosłownie bawi się dynamiką, nieraz przemawiając ledwie mglistym szeptem. Kantata Cessate, omai cessate Vivaldiego, zarejestrowana z Il Pomo d’Oro dla Naive wraz z Czterema Porami Roku, ukazana została bardzo ekspresyjnie, a serwowane co rusz teatralne efekty i barokowo-dramatyczne akcenty (zwłaszcza w obu ariach: Ah ch’infelice sempre z jej słynnym płaczliwym pizzicato smyczków i heroicznym Nell’orrido albergo) znów skierowały nasze myśli do modus operowego, którym przesiąknięta jest cała twórczość wenecjanina. Haendlowski bis – słynna aria Dove sei, amato bene z Rodelindy trzymała w napięciu aż do ostatniego zawieszonego e.

Skrzypek zakończył zatem koncert bez skrzypiec. Wieczór bez wątpienia przejdzie do historii wciąż rozwijającego się festiwalu.

 


FESTIWAL LESZNO BAROK PLUS: SINKOVSKY, IL POMO D’ORO; TELEMANN, HASSE, LECLAIR, HAENDEL, VIVALDI

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s