Każda nowa płyta Marthy Argerich staje się w muzycznym świecie szeroko komentowanym wydarzeniem. Na nasze szczęście albumy sygnowane jej nazwiskiem pojawiają się na rynku wcale nierzadko, nakładem kilku najważniejszych wytwórni. O jej niezwykłej pozycji pośród artystów świadczy fakt, że zarówno Deutsche Grammophon, Decca, jak i Warner Classics nieustannie zabiegają o to, by jedna z największych pianistek ostatniego półwiecza zgodziła się na publikację nagrań. Argerich koncertuje ostatnio bardzo aktywnie i duża część materiałów płytowych stanowią zapisy jej występów live, choć akurat ostatni krążek został zarejestrowany w studio – o „Prokofievie dla dwojga” (DG) z Sergei Babayanem zapewne wspomnimy jeszcze nieraz; warty uwagi jest również jej Karnawał zwierząt Saint-Saënsa dla Warnera z rzymską orkiestrą Antonia Pappano – wizja wielobarwna i niezwykle sugestywna, z niemal sensualnym Akwarium czy Łabędziem. Co jakiś czas na światło dzienne wypływają nagrania historyczne, pochodzące z lat 60., a nawet 50., a więc sprzed jej warszawskiego triumfu. Parę słów należy się albumowi z I Koncertem fortepianowym C-dur Beethovena, opublikowanemu kilka miesięcy temu przez firmę Decca. Genialnej pianistce towarzyszy mało znana orkiestra kameralna z Mito pod batutą legendarnego Seiji Ozawy – to zarejestrowany na żywo zapis wieczoru, który miał miejsce ponad rok temu w tej japońskiej miejscowości.

Znajdziemy tu wczesne dzieła orkiestrowe Beethovena – obok pierwszego koncertu fortepianowego mamy pierwszą symfonię, która nietypowo rozpoczyna całość. Jej intepretacja nie porywa – nie emanuje z niej brzmieniowy blask kreacji na instrumentach historycznych ani wybitna dramaturgiczno-narracyjna mądrość mistrzów minionej epoki (wspomnijmy choćby Toscaniniego z NBC Symphony czy Waltera z Columbią). Jednocześnie wszystko wydaje się być na swoim miejscu – tempa narzucone przez Ozawę nie są nigdy przesadne, narracja zachowuje umiar, a motywy i detale faktury kształtowane są raczej delikatną, choć czytelną kreską. Ozawa unika gwałtowności, jednak w finale witalna energia dozowana jest bez skrupułów i z wdziękiem, a śmiałe uderzenia kotłów dodają wykonaniu historyzującego posmaku. Muzykom zespołu z Mito należą się pochwały – nie brak im zdyscyplinowania, a partie dęte brzmią nieraz bardzo przekonująco.

art-img1-1820871-art-img1-1816831-seiji-ozawa--martha-argerich
Marta Argerich i Seiji Ozawa (za: romania-muzical.ro)

Po wysłuchaniu stylowej wizji I Symfonii przechodzimy do zasadniczego punktu programu, z Marthą przy klawiaturze. I Koncert op. 15 napisany został przez 25-letniego Beethovena, jednak kompozytor wykonał go po raz pierwszy po rewizji dopiero 6 lat później, dedykując dzieło niejakiej księżniczce Odescalchi. Chronologicznie jest de facto trzecim utworem mistrza w tym gatunku, po młodzieńczej próbie w Es-dur z 1784 r. i koncercie B-dur, funkcjonującym dziś jako II Koncert op. 19 (który, co ciekawe, wykonany został wcześniej od Pierwszego, ale opublikowano go nieco później – w kontekście numerycznych zawirowań przychodzi nam do głowy analogiczna sytuacja choćby z koncertami Chopina). Pełen rozmachu i pompy (a nawet pewnego zadęcia w ritornelach) eksploruje koncertowe i symfoniczne osiągnięcia Haydna czy Mozarta (swoją drogą, jeszcze ciekawiej prześledzić Mozartowskie inspiracje w III i IV Koncercie), zarazem w sferze harmonicznej kompozytor wyraźnie zarysowuje już swoją indywidualność. Kadencja do pierwszej części jest zapewne najdłuższą jaką napisano do przełomu XVIII i XIX w.

Zarówno Ozawa, jak i Argerich, choć sami dożyli już dość sędziwego wieku (japoński dyrygent jest od Argentynki starszy o 6 lat) wykonują młodzieńcze opus z energią i brawurą niczym para nastolatków. Przy okazji tak wybitnych artystów nie da się uciec od historycznych porównań, w tym jednak przypadku odniesieniem jest również sama Martha: w 1994 r. zarejestrowała oba wczesne koncerty Beethovena z Sinopolim i orkiestrą Philharmonia. W nagraniach sprzed ponad 20 lat wyczuwa się nieco większą powagę, a nawet rodzaj dostojeństwa – orkiestra prowadzona przez włoskiego kapelmistrza jest większa i bardziej masywna niż u Ozawy; Argerich, choć jak zwykle błyskotliwa i dowcipna, gra z Philharmonią nieco bardziej zachowawczymi tempami. Na obu albumach kreuje momenty magiczne – w przetworzeniu Allegro con brio osiąga tak charakterystyczne dla siebie, niemal metafizyczne w wyrazie piano, cudownie zespolone z brzmieniową masą eterycznego tutti. Nowy album wykłada na stół najlepsze cechy jej artystycznej osobowości – fenomenalne, modelujące frazowanie, retoryczne kontrasty, niuanse agogiczne – acceleranda i ritenuta, które wzmagają napięcie wynikające z harmonii. Dochodzą do tego nieszablonowe akcenty i podkreślanie myśli pobocznych, jej znak firmowy. Trudno uwierzyć, z jakim temperamentem potraktowała partyturę 76-letnia Argerich – w kulminacjach szybkich ogniw (posłuchajmy epilogu ekspozycji!) muzyka niemal tętni, a ruch wydaje się nie mieć ograniczeń. Oto dowód na to, że upływający czas dodaje pianistce energii i sił, którymi mogłaby dziś obdarować wielu znacznie młodszych muzyków! Analiza niezwykłych technicznych walorów jej gry to temat na osobną dyskusję; ukazała się zresztą w tej dziedzinie niejedna publikacja, co więcej, jest temu poświęcona również facebookowa strona https://www.facebook.com/Dr.EthanNanev/ – warto na nią zajrzeć.

Nie znajdziemy dziś bardziej fascynującego i zaskakującego kreatywnością wykonawcy dwóch pierwszych koncertów Beethovena. Podobnie jak poprzednie nagranie I Koncertu, również to najnowsze należy umieścić na półce pośród najwybitniejszych fonograficznych dokonań w zakresie tego utworu, choćby obok ofensywnego (dla niektórych zapewne zbyt dosadnego), wirtuozowskiego, a przy tym odkrywającego bogactwo niuansów Gilelsa z Masurem oraz Beethovenowskich klasyków – Schnabla i Fleishera. Intelektualną i niebywale logiczną grę Schnabla cechuje przejrzystość faktury, poczucie pulsu mimo niespieszności, zrozumienie sensu każdej frazy, taktu i nuty, zarazem zmysł konstruktorski. Kreacja wynika bezpośrednio z partytury i w całości oddawać ma intencje kompozytora, nawet jeśli miejscami brzmi dzisiaj nieco wbrew naszym przyzwyczajeniom. Nagranie Fleishera, ucznia Schnabla, z kompletu koncertów dla Sony wielu uważa za absolutnie wzorcowe – jest w niej transparentność, precyzja i podobne jak u mentora smakowanie się Beethovenowskimi harmoniami; zarówno u solisty, jak i znakomitych muzyków z Cleveland pod Szellem wyczuwa się pasję, wzajemne porozumienie i radość ze wspólnego muzykowania. Wyjątkową muzyczną kooperację słyszymy również między Argerich i Ozawą, zatem pozostaje nam czekać na jej kolejny płytowy dowód, tym razem prawdopodobnie w postaci II Koncertu. Swoją drogą, wielka szkoda, że Argerich nigdy nie wzięła na warsztat ukochanego Koncertu G-dur op. 58. Jak sama przyznaje, ze strachu i wielkiego szacunku dla tego arcydzieła. Wyznanie, na jakie stać jedynie największych.

Argerich gra II Koncert Beethovena, festiwal w Verbier w 2009 r.: 

 


Beethoven/Symfonia nr 1, Koncert fortepianowy nr 1, Argerich, Ozawa, Mito Chamber Orchestra (live), Decca, 2017  ★★★★★★★★☆☆

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s