Triumfatorzy Konkursu Królowej Elżbiety Beligijskiej w Brukseli współtworzyli – i wciąż współtworzą – dzieje światowej pianistyki. Trudno je sobie wyobrazić bez takich gigantów jak Emil Gilels czy Vladimir Aszkenazy – należą oni zresztą do najważniejszych wykonawców III Koncertu fortepianowego d-moll Rachmaninowa, który zabrzmiał w Poznaniu w piątkowy wieczór. Jego bohater, Lukáš Vondráček zyskał światowy rozgłos właśnie po zwycięstwie w konkursie w Brukseli przed dwoma laty. W ostatnim etapie wykonał dzieło Rachmaninowa obok napisanego specjalnie dla finalistów utworu Claude’a Ledoux; towarzyszyła mu wtedy Narodowa Orkiestra Belgii pod batutą Marin Alsop. Od tamtego czasu występuje z najlepszymi orkiestrami, goszcząc na estradach takich sal jak Wigmore Hall czy Carnegie Hall. Interpretacja, którą Vondráček zaprezentował w Poznaniu była, co zrozumiałe, bardziej swobodna niż ta z finału brukselskiego konkursu. Pamiętam, że zrobiła na mnie wówczas spore wrażenie – Vondráček zademonstrował w pełni swoje nietuzinkowe techniczne możliwości sprawiające, że karkołomne pasaże czy akordowe pochody skrajnych ogniw koncertu brzmiały z wielką swobodą. Po owacji publiczności zgromadzonej w Palais des Beaux-Art nie było wątpliwości, kto był jej konkursowym faworytem. Występ Vondráčka w Auli UAM w Poznaniu również zakończył się standing ovation, choć był nierówny, a pianista pokazał swoje najlepsze atuty dopiero w drugiej i trzeciej części.

Słynną frazę inicjującą Allegro non tanto czeski artysta zaczął pewnym, wręcz dosadnym dźwiękiem, którym niejako ustawił naszą percepcję jego gry. Nie jest to pianista, który oczarowuje subtelnością w piano czy odcieniami kreowanej przez siebie barwy; to rasowy wirtuoz, nierzadko wydobywający z fortepianu dynamiczne optimum, sunący po klawiaturze z szybkością i zręcznością akrobaty. Najlepiej zabrzmiała psychodeliczna w wyrazie kadencja, której słuchacze oczekują od pierwszego taktu – w końcu to pianistyczne tour de force, którym można położyć audytorium na kolana. Vondráček wyszedł z niej obronną ręką, choć narzucając początkowo bardzo szybkie tempo zmuszony został w mojej opinii do nieco zbyt wyraźnego diminuenda i przyhamowania w ostatniej kulminacji. Swoboda, o której wspomniałem, wyrażała się przede wszystkim w neurotycznych zmianach tempa, frywolnym rubato czy nieskrępowanej, ostrej artykulacji, będącej tu jak najbardziej na miejscu! Mimo tych pianistycznych fajerwerków brakowało jednak w pierwszej części stricte muzycznej dramaturgii – Vondráček grał raczej jednorodnym rodzajem dźwięku, zacierał tematyczne kontrasty, zbytnio eksponował głos prawej ręki. Ofiarą liberalnego (choć w swej oryginalności – interesującego) podejścia solisty do agogiki okazała się poznańska orkiestra, której dyrygent Marek Pijarowski niedostatecznie szybko zareagował na bezpardonowe accelerando pianisty na początku przetworzenia.

W drugiej części do głosu doszedł liryzm – pianista ukazał go w bardzo ciekawy sposób, bez ckliwości i sentymentalizmu, co odczytałem jako częściowe odarcie go z postromantycznej estetyki. Bingo! Muzyka Rachmaninowa, choć skąpana w romantyczno-ekspresyjnej melodyce jest w wielu aspektach modernistyczna i takie właśnie interpretacje – ukazujące nowatorski wymiar jego koncertów – cenię najwyżej. Z owego modernistycznego podejścia znany był William Kapell – jego Trójka z orkiestrą z Toronto pod MacMillanem (1948 r.) jest w zasadzie nie do pobicia. Szybkie tempa są nieodłączną częścią tej interpretacyjnej wizji – podobnie koncert traktuje młody Horowitz czy wreszcie sam kompozytor (słynne nagranie z 1939 r. z orkiestrą z Filadelfii pod Ormandym), którzy nawet przez pierwsze „nostalgiczne” takty przeszli bez zbędnego zamyślenia. Vondráček we wspomnianym ogniwie środkowym starał się dostrzec wizjonerską chromatykę czy polirytmię niektórych fragmentów, wzbudzał również ciekawość poprzez tworzenie napięcia budowanego w mikrokulminacjach. Finał miał wyjątkowy drive – temat główny przemknął z prędkością światła, kosztem precyzji oraz klarowności dźwięku i frazowania, jednak musiał wywołać wrażenie u słuchaczy. Prąca do przodu, synkopowana koda stała się logicznym następstwem wcześniejszych szaleństw. Otrzymaliśmy zatem miejscami zaskakującą, bardzo indywidualną interpretację, w czasie której pianista dawał wodze fantazji, nieraz stawiając sprawy na ostrzu noża. Zagrane na bis Andante z ostatniej sonaty fortepianowej B-dur Schuberta ze szczególnie udaną sekcją środkową dowiodło szerokiego kręgu zainteresowań pianisty, o którym z pewnością usłyszymy jeszcze wielokrotnie.

O ile osławiony III Koncert Rachmaninowa jest dziełem powszechnie lubianym, tak III Symfonia Brucknera w jednoimiennej tonacji może się wydawać dziełem trudnym, zarówno z racji oryginalnego i wymagającego języka dźwiękowego, jak i sporych rozmiarów wszystkich czterech ogniw. W twórczości austriackiego kompozytora to dzieło szczególne – wielokrotnie poprawiana, nazywana Wagner-Sinfonie jest pierwszym wielkim hołdem złożonym mistrzowi z Bayreuth, zawierającym zresztą niemało cytowań z Wagnerowskich dramatów. Interpretacja poznańskich filharmoników nie należała do porywających: nie obyło się bez nierówności w pionach harmonicznych, a nawet pewnej subordynacji (zdarzały się choćby zbyt wczesne wejścia smyczków), zaś ekspresja głosów instrumentów dętych była nieraz bezdusznie neutralna. Brakowało precyzji, bez której nie słucha się tej muzyki z zapartym tchem. Monolityczne struktury symfonii, w których dokonuje się apoteoza chorałowego charakteru Brucknerowskiej melodyki miały jednak właściwie brzmieniowe proporcje. W miejscach najbardziej wdzięcznych – zwłaszcza w triu Scherza (ujętym w formę diatonicznego ländlera, silnie skontrastowanym wobec tragizmu głównego tematu), a także w epizodzie a’la polka w finale – dyrygent z zespołem pokazali swoje semantyczne zrozumienie tekstu, podkreślając taneczną rytmikę i puls. Oklaski były dość mizerne; mimo niemałych mankamentów – niewspółmiernie skąpe wobec ogromu pracy, jaką filharmonicy włożyli w odczytanie tego symfonicznego monumentu.

Lukáš Vondráček w ostatnim etapie Konkursu Królowej Elżbiety w 2016 r.:

 

Lukáš Vondráček, Orkiestra Filharmonii Poznańskiej, dyr. Marek Pijarowski: Rachmaninow, Bruckner; Aula UAM w Poznaniu, 6 kwietnia 2018 r.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s